wybuch emocji

Wyznanie winy, czyli moja złość i emocje w życiu z psem problemowym

Z doświadczenia wiem, jak trudne emocje przeżywa opiekun psa, który sprawia problemy, a zwłaszcza takiego, który ugryzł człowieka i przejawia zachowania agresywne. Postanowiłam napisać wprost o tym, jak to było u mnie, jakie sytuacje mnie odpalały i jak to wpływało na naszą relację. Mam nadzieję, że mi pozwoli to na swego rodzaje rozliczenie się z przeszłością, a komuś innemu pomoże poradzić sobie z negatywnym emocjami. Uwaga! Ten tekst w żaden sposób nie usprawiedliwia psychicznego i fizycznego znęcania się nad swoim psem. Ale jesteśmy tylko ludźmi i wierzę, że możemy sobie wybaczyć rzeczy, które robiliśmy, mając mniejszą wiedzę, pod wpływem stresu i bezsilności i poczucia niesprawiedliwości (dlaczego to akurat mi trafił się taki pies z adopcji?).


Nie pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy przestałam kontrolować swoje zachowanie wynikające z ogromnej frustracji problemowymi zachowaniami Ciri i zaczęłam ją po prostu nieintencjonalnie zastraszać. Niewiele pamiętam z pierwszego miesiąca wspólnego życia. Pamiętam sytuacje związane z tym, że ona ciągnęła w stronę domu na spacerach. Ja wtedy zmuszałam ją do zostania na spacerze, szłam w drugą stronę, okazywałam złość i irytację. Czasem szarpałam smycz, nawet nie dlatego, że ona nie chciała ze mną iść, tylko z czystej złości. Pamiętam, że kiedyś po prostu z rezygnacją siadłam pod drzewem i płakałam, że mój pies nie chce chodzić na spacer, podczas gdy ten pies umierał ze stresu, bo musiał siedzieć ze mną na dworze.


W tym miejscu wspomnę o sytuacjach, które zrobiłam z polecenia pierwszego “behawiorysty”, z którym “pracowałyśmy”. Pozwoliłam trenerowi zrobić Ciri alpha roll (czyli podniesienie psa do góry, przewrócenie na plecy i dociśnięcie do ziemi) i chwilę później zrobiłam to sama. Przez jakiś czas przestrzegałam jego zalecenia, aby szarpać Ciri smyczą do tyłu, kiedy mnie wyprzedza . Ale to było coś innego, robiłam to z czyjegoś polecenia, a nie z własnej frustracji.


Pierwszy poważny wybuch, który pamiętam to ten, który krótko opisałam we wpisie o drugiej nietrafionej “trenerce”, z którą miałyśmy do czynienia. Akurat ta sytuacja była przyczyną szukania pomocy u tej pani.

Wybrałyśmy się na spacer z moim ojcem kilka kilometrów wałami wzdłuż rzeki (nawet teraz, po pracy, którą wykonałyśmy nie zabrałabym ją na tą trasę po raz drugi). Już w trakcie czekania na tatę Ciri była na tyle zestresowana, że ni stąd, ni zowąd skoczyła na biegaczkę. Trasa z moim ojcem dłużyła mi się niesamowicie – Ciri nie wąchała, ciągnęła na smyczy, była strasznie zestresowana, ale na nikogo nie “wybuchła”. Jak tylko zostawiłyśmy ojca na basenie i ruszyłyśmy same w drogę powrotną, rzuciła się na podobnego do mojego ojca faceta na rowerze – ogólnie rzucanie się na rowery nigdy nie było jej problemem, więc to zachowanie na pewno wynikło z przeżywanego stresu.

Będąc już niedaleko domu, umówiłam się z przyjaciółką, że przyjdziemy pod jej mieszkanie i pójdziemy do mnie. Kiedy czekałyśmy pod jej bramą, Ciri już była wrakiem i nigdy wcześniej ani później nie widziałam jej w takim stanie. Rzucała się w amoku na przechodzące psy i kiedy zeszła moja przyjaciółka też się na nią rzuciła. I w tym momencie pękłam. Krzyczałam na Ciri na cały regulator, z cała złością i frustracją, jaka się we mnie zebrała. To było okropne. Fizycznie nawet jej nie dotknęłam, ale sam mój głos przycisnął ją do ziemi i obrócił na plecy. Wiła się ze strachu na środku chodnika.

Anka wzięła ode mnie smycz i chciała uspokoić mnie, uspokoić Ciri, która mimo, że w innej sytuacji zachowałaby się agresywnie, teraz szukała wsparcia w człowieku. Wybuchała na wszystkich ludzi przechodzących obok nas.

Jej szukanie wsparcie u Anki skończyło się jak tylko dotarłyśmy do mojego mieszkania, kiedy w progu ją znowu zaatakowała.

Byłam emocjonalnym wrakiem, ale najgorsze było to, że to zdarzenie otworzyło mi drzwi do zachowywania się tak częściej. Widok jej wijącej się na chodniku dawał mi głębokie, okropne poczucie winy. A jednocześnie całe zdarzenie dało mi jakąś chorą chorą ulgę, dzięki upustowi złych emocji.


Myślę, że takie akty agresji by się u mnie nie zdarzyły, a na pewno nie utrwaliły, gdybyśmy od początku pracowały z kimś mądrym i empatycznym. Ale awersyjni trenerzy, z którymi miałam styczność z jednej strony utwierdzali mnie w przekonaniu, że przemoc może być rozwiązaniem, a z drugiej pozostawiali w jeszcze większej bezsilności bez innych, prawidłowych metod pracy i budowania relacji.


Powyższy wybuch był chyba pierwszy i nie był ostatni, ale był zdecydowanie największy. Samo poczucie winy i mówienie sobie, że muszę nad sobą panować nie były silniejsze, niż ta ulga, którą odczuwałam po takim wyrzuceniu z siebie frustracji. Z kolejnych miesięcy przypominam sobie jeszcze kilka sytuacji, kiedy robiłam taką histerię, zazwyczaj po powrocie do domu ze spaceru.


Paradoksalnie, to nie były nawet sytuacje, w których ona naprawdę była dla kogoś niebezpieczna. Zazwyczaj odpalały mnie tzw. setbacki, czyli kroki w tył. Innymi słowy, sytuacje, w których kiedyś by zareagowała, ale myślałam, że to już przepracowałyśmy i mamy to za sobą. Najbardziej odpalał mnie jej lęk przed spacerami i ciągnięcie do domu, jeśli wystąpiło np. po tygodniu fajnych spacerów. Wchodziłam wtedy wkurzona do domu, trzaskałam drzwiami i wydzierałam się na cały dom, że ja już nie dam rady, że chcę ją oddać, że jaki pies nie chce chodzić na spacery, że Kacper ma ją zabrać z powrotem do schroniska. Ciri wtedy chowała się w swojej klatce, a ja myślałam, że już nigdy mi nie zaufa.


Miałyśmy taki okres dokładnie rok temu, że Ciri nie chciała ze mną pracować w domu. Na treningach czy na dworze rwała się do pracy jak zwykle, a w domu chowała się do klatki. Prawdopodobnie dlatego, że nagradzając ją przy noseworku uderzyłam ją przypadkiem dłonią w głowę, a potem chcąc wrócić do treningów, mimo że źle jej się skojarzyły, nakładałam dużo presji. W każdym razie, jednego dnia rano, zamiast spaceru, próbowałam ćwiczyć z nią nosework, ona wyraźnie bała się pracować i w tym momencie wszedł do domu Kacper, a ona zaczęła szczekać na drzwi. Nie wytrzymałam, bo jej szczekanie, kiedy któreś z nas wchodziło do domu, wyjątkowo mnie odpalało. Rzuciłam pudełkiem od noseworku na drugi koniec pokoju (nie w nią!) i się poryczałam. Wspominając to, jestem teraz w szoku, że ten pies chce ze mną jeszcze pracować.


Są tylko dwie takie “świeższe” sytuacje, które zdarzyły się po raz ostatni kilka miesięcy temu. Ciri węszyła coś w krzakach i nagle rzuciła się na kota. Bardzo się zdenerwowałam, ale w ogóle bez porównania do wcześniejszych wybuchów złości. Zebrałam krótko smycz i zaprowadziłam ją prosto do domu, trochę ją ciągnąc za sobą, bo się przestraszyła i nie bardzo chciała ze mną iść (rozumiem).

Druga sytuacja to ciągnięcie na smyczy ze stresu podczas drogi nad rzekę, które zawsze wyzwala we mnie agresję. Szliśmy razem z Kacprem i w pewnym momencie tak mocno uciekała przed siebie, a mnie bolała ręka, że nakrzyczałam na nią, popłakałam się i poszli beze mnie.


Chodzenie na smyczy, to w ogóle temat, który przyniósł jej dużo awersji. Temat luźnej smyczy jest tak popularny i jest na niego położone tak dużo presji, że to teraz wstyd chodzić z psem ciągnącym na smyczy. Nawet jeśli w głębi serca wiem, że mój pies ciągnie, żeby uciec od stresującego otoczenia.

Czego to ja nie robiłam, żeby “nauczyć” ją chodzenia na luźnej smyczy. Zatrzymywałam się obok głośnej ulicy i na tłocznym chodniku, bo ciągnęła (metoda “na drzewko”), zatrzymując ją w coraz bardziej awersyjnej sytuacji. Kiedyś na InstaStory u popularnej blogerki przeczytałam, że “wypracowała” luźną smycz u swoich psów dzięki “opierdzielom”, kiedy ciągnęły. No więc stosowałam “opierdziele”, mówiąc “E-e-e!”, “No chyba zwariowałaś!”, “Skoro tak, to nigdzie nie idziemy”. Myślałam, że skoro bardziej doświadczeni posiadacze psów tak robią i działa, to u mnie też zadziała.


Były też emocjonalne sytuacje, w których co prawda nie wyżywałam się na niej, ale bardzo przeżywałam jej zachowania albo nieprzyjemne dla nas zdarzenia.

Raz wybuchła na Michała, z którym zrobiłyśmy już duże postępy, jeśli chodzi o gości w domu. Zamknęłam się w pokoju i płakałam. Poprosiliśmy go wtedy, żeby wyszedł, mimo że dopiero co przyszedł. To był jeden z tych momentów, kiedy mówiłam Kacprowi, że musimy ją oddać, bo moja praca nie przynosi efektów, ciągle się cofamy i już dłużej nie dam rady.

Płakałam też wiele razy, kiedy na spacerze zaatakował nas “przyjazny” pies bez smyczy i nie chciał się odczepić, a Ciri takie zdarzenie wpływało na jej zachowanie przez kilka dni. Kiedyś nakrzyczałam na właścicielkę takiego psa w dużych emocjach, przeklinając. Mimo że to nie było skierowane do Ciri, ona też to przeżywała.


Jak poradziłam sobie z tymi wybuchami?

Częściowo wpływ na to miała kara pozytywna, jaką było poczucie winy przeżywane po wybuchu złości. Przywoływałam sobie obraz skrzywdzonej moim zachowaniem Ciri, uciekającej do klatki, przywierającej do podłogi. Nie chciałam, żeby mój pies się tak czuł przeze mnie. Nie chciałam w ogóle, żeby się tak czuł. Nie chciałam być taką osobą. Karą była też dla mnie świadomość, że takie znęcanie się nad zwierzęciem jest po prostu nieetyczne. Jak każda kara, wywoływała u mnie stres i sprawiała tylko, że tłamsiłam i powstrzymywałam swoje zachowanie, aby nie przeżywać późniejszych wyrzutów sumienia. A to nie jest efektywny sposób na modyfikację zachowania.

Z drugiej strony, fizyczna ulga jaką czułam po uwolnieniu w ten sposób moich emocji była dużym wzmocnieniem negatywnym dla moich wybuchów, dlatego tak ciężko było mi je wyeliminować.

Ogromnie ważnym czynnikiem, który pozwolił mi na regulację swoich emocji, było dbanie o mój stan wewnętrzny. Akceptacja, tego co mnie spotkało przy adopcji Ciri oraz kroków w tył występujących przy naszej pracy. Tego, że kroki w tył zdarzają się zawsze i są chwilowe, a w ogólnym rozrachunku jest tylko lepiej. Przestałam patrzeć na nią przez pryzmat łatek, takich jak “agresywna”. Pomogło mi też dbanie o swoje życie poza opieką nad Ciri, odpuszczenie, odpoczynek. Znalazłam ujście moich trudnych emocji w opisywaniu ich i tego, co nas spotyka na moim Instagramie (inne, bardziej akceptowalne zachowanie spełniło tą samą funkcję, co zachowanie niepożądane). To co opisuję w tym akapicie, w analizie behawioralnej opisuje się operacje motywujące (ang. motivating opeartions) i zdarzenia nastawiające (ang. setting events).

Wzmocnieniem pozytywnym mojego zachowania alternatywnego, które miało szansę się pojawić, dzięki odpowiednim czynnikom poprzedzającym, jest zdecydowanie efekt naszej pracy bez awersji i to, jak nasza relacja rozkwitła, odkąd zmieniłam swoje zachowanie. Dobrostan i poczucie bezpieczeństwa Ciri jest dla mnie najlepszą nagrodą.


Nie planowałam opisywać procesu modyfikacji mojego zachowania tak bardzo od strony analizy behawioralnej, ale kiedy zaczęłam pisać, nie mogłam nie dostrzec, że tak naprawdę kryją się w nim tak dobrze znane elementy kwadratu wzmocnień. Co tylko udowadnia, że podejście behawioralne nie ignoruje emocji i przyczyn problemowych zachowań.


Mam nadzieję, że nie spotkam się z ostracyzmem przez ten tekst, że nikt nie zadzwoni do TOZu przez to, do czego się przyznałam. Wydaje mi się to paradoksalne, że martwię się o coś takiego, bo jestem człowiekiem i nie radziłam sobie z emocjami, a w tym samym czasie grono trenerów zbyt beztrosko używa w pracy z psami obroży elektrycznych i nie czekają ich za to żadne konsekwencje.

Wierzę, że to wszystko już za mną i nigdy już celowo nie skrzywdzę Ciri. Jej adopcja nie była dla mnie łatwa, wiązała się z niesamowicie trudnymi emocjami, a wszystko przez to, jak źle pojmowane jest hasło “nie kupuj – adoptuj”. Organizacje prozwierzęce zazwyczaj milczą na temat konieczności pracy z adoptowanym zwierzęciem, ograniczeń, jakie mogą nas spotkać, czy na temat przestrzeni w życiu na trudną adopcję. Trafienie na dwóch awersyjnych trenerów na początku naszej drogi mi zupełnie nie pomogło w radzeniu sobie z emocjami. Ale dzięki pracy z Ciri i, przede wszystkim, nad sobą, teraz mogę powiedzieć, że jestem lepszym człowiekiem.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu osoby, które przeżywają trudne emocje przez zachowanie swojego psa, postarają się dla jego dobra zmienić swoje reakcje. Nie jesteście sami, a mój blog istnieje między innymi po to, żeby dawać wsparcie w trudnych chwilach.


Na koniec przygotowałam mały słowniczek dotyczący naukowych pojęć we wpisie.

Kara pozytywna – dodanie bodźca po wystąpieniu zachowania, co zmniejsza częstotliwość występowania zachowania w przyszłości.

Wzmocnienie negatywne – usunięcie bodźca po wystąpieniu zachowania, co zwiększa częstotliwość występowania zachowania w przyszłości. Bodziec jest dodany przed wystąpieniem zachowania, a odjęty po jego wystąpieniu.

Wzmocnienie pozytywne – dodanie bodźca po wystąpieniu zachowania, co zwiększa częstotliwość występowania zachowania w przyszłości.

Funkcja zachowania – cel, jaki chcemy osiągnąć danym zachowaniem.

Operacje motywujące – zmienne środowiskowe, które wpływają na wartość wzmocnienia.

Zdarzenia nastawiające – odnoszą się do fizycznych, społecznych i fizjologicznych zdarzeń, które zwiększają prawdopodobieństwo, że czynnik poprzedzający (ang. antecendent) spowoduje problemowe zachowanie.

Czynnik poprzedzający – coś, co poprzedza wystąpienie zachowania.

Powiązane wpisy

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
fringiellaNataliaAriaKarolina Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina
Gość
Karolina

Dziękuję za ten wpis. To jest chyba najtrudniejsza rzecz na świecie…. . Też tak miałam (wciąż się trochę boję swoich własnych reakcji). Kiedy uświadomiłam sobie, że wzięłam psa po to, żeby poprawić jej życie a tymczasem ona przeze mnie sika pod siebie, to skończyłam u psychiatry. Praca nad moim “problemowym psem” tak naprawdę jest pracą nad sobą samą i te wszystkie szkolenia czy nawet bycie domem tymczasowym tak naprawdę najwięcej dają mi samej… . I też się czasem bałam, że TOZ przyjedzie i zabierze mi Fru… . Ciężko się do tego wszystkiego przyznać.

Aria
Gość
Aria

Hej! Ludzie też nie są maszynami, im bardziej Ci na czymś zależy tym silniejsza reakcja emocjonalna… Warto mieć zrozumienie dla siebie też, nie tylko dla psiaka. Patrząc na pełen obraz: poszło Ci świetnie, nauczyłaś się jak być najlepszą przyjaciółką swojego psa! Też wybuchałam, krzyczałam, płakałam, rzucałam rzeczami, nie raz oberwało się nieświadomemu właścicielowi, który poszedł na zwykły spacer ze swoim spokojnym psem bez smyczy. Odkąd podchodzę to tych wszystkich sytuacji na luzie, nie próbuję edukować właścicieli okazuje się, że mój pies czasem sobie ładnie radzi. Co do metody “na drzewko” czy też otwieranie/zamykanie drzwi przed spacerem aż pies będzie grzecznie… Czytaj więcej »

Natalia
Gość
Natalia

Czasem mam wrażenie, że ja i mój pies jesteśmy jedyną parą z problemami. Tak rzadko widzi się na spacerach opiekunów innych psów z dolepionymi łatkami typu reaktywny, agresywny, bo każdy z nas stara się pracować raczej na uboczu, dajemy naszym psom oglądać sytuację, dokonywać wyborów, nie pakujemy się w gromady pełne psów, często schodzimy innym z drogi. Takie wpisy bardzo podnoszą na duchu, szczególnie w tym okresie pewnej “izolacji”, gdzie niewiele osób rozumie dlaczego nie idę z psem na psi placyk w parku, dlaczego mój pies nie biega bez smyczy, a czasem zachowuje się jakby chciał dokonać mordu tu i… Czytaj więcej »

Share via
Copy link
Powered by Social Snap