Początki wcale nie były trudne

Nasza historia zaczyna się 28 kwietnia 2018 roku, w sobotę. Tego dnia we wrocławskim schronisku zabrałam na spacer czarną szorstkowłosą suczkę o roboczym imieniu Nika.

Termin adopcji psa wyznaczyliśmy na 30 kwietnia, na poniedziałek przed długim majowym weekendem. Mój chłopak postanowił wyjechać i wracał w niedzielę, a ja od miesiąca myślałam tylko i wyłącznie o jednym – tym potencjalnym psie, którego miałam zabrać ze schroniska do domu.

Moja niepokorna dusza postanowiła zabrać pod rękę przyjaciela i odwiedzić schronisko, żeby “tak tylko popatrzeć”. To był mój pierwszy raz w schronisku dla zwierząt. Po obejrzeniu wszystkich piesków za kratami, szczególnie zwróciłam uwagę na kilka, ale na początek postanowiłam wziąć na spacer Nikę. Suczka na stronie internetowej była opisana jako “Średnioaktywna, nieśmiała, ale szybko się przełamuje”. Podobno miała 5 lat, chociaż kilka miesięcy później dowiedziałam się od wetki, że raczej jest młodsza. Była w schronisku od lutego tego roku, czyli tylko dwa miesiące. Została znaleziona i nie wiadomo, co się z nią wcześniej działo.

Moje pierwsze wrażenie o Nice? Uciekła na gigant po schronisku wolontariuszce, która ją dla nas brała z boksu. Po prostu zwiała i biegała po całym terenie, jakimś cudem wolontariuszom udało się ją złapać w zasadzkę do boksu. Dla mnie to było nawet zabawne. Czego się spodziewać po psie, który całe dnie spędza w boksie?

Poszłyśmy na dłuższy spacer z wolontariuszkami i kilkoma innymi psami, poza teren schroniska. Był bardzo słoneczny, prawie letni dzień. Powiedziałam Mateuszowi, że to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Dałam jej czas i nawet nie pamiętam, czy tego dnia jej dotknęłam.

Na drugi dzień oczywiście wróciłam z przyjacielem znowu ją zabrać na spacer. Bardzo się bałam, że ktoś ją adoptuje przede mną, ale podobno nikt o nią ani razu przez dwa miesiące nie spytał. Tego dnia pozwoliła mi się pogłaskać i do dzisiaj pamiętam, jak się popłakałam ze wzruszenia, kiedy pierwszy raz wskoczyła na mnie łapkami.

W poniedziałek rano pożyczyłam od ojca samochód i wraz z chłopakiem zabrałam Nikę na spacer po raz trzeci. Również z Kacprem się polubili. Dopełniliśmy formalności w biurze schroniska i wyszliśmy na spacer przed podróżą autem. A, zapomniałabym. Nika została przechrzczona na Ciri.

Pamiętam, że kiedy oddawałam samochód, mój ojciec przyszedł ją poznać, ale nie chciała do niego podejść, kuląc się. Pamiętam, że w naszym mieszkaniu od razu poczuła się jak w domu, jakby żyła tam od urodzenia. Nie pamiętam zupełnie jak wyglądały pierwsze spacery. Pamiętam, że na wieczorny poszliśmy z moją przyjaciółką i jej dziewczyną, do których też nie chciała podejść.

Nie miałam jeszcze pojęcia, że to był pierwszy dzień mojego życia z psem wykazującym agresję w stosunku do ludzi, z psem, który ugryzie mojego tatę. Pierwszy dzień mojego życia pełnego zdobywania wiedzy kynologicznej i behawiorystycznej, treningów, seminariów i warsztatów. Pierwszy dzień poświęcania wszystkiego, żeby żyło nam się lepiej. Nie miałam pojęcia, ile razy w ciągu nadchodzących miesięcy będę wracać zapłakana ze spaceru, krzyczeć że chcę ją oddać (chociaż wiedziałam, że to się nie zdarzy) i stresować się całymi dniami jej zachowaniem. Nie wiedziałam też, że stworzę z nią więź, jakiej nigdy nie dane mi było doświadczyć z człowiekiem.

Powiązane wpisy

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
fringiellaMagdaKlaudiaFibi, Milo & Kayden Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fibi, Milo & Kayden
Gość
Fibi, Milo & Kayden

Super, że powstał blog, będę tu zaglądać, mam nadzieję, że na ig będziesz powiadamiać o nowych wpisach 🙂

Klaudia
Gość
Klaudia

Czekamy na więcej, sama mam podobne problemy. Trzymajcie się !

Magda
Gość

Nadrabiam zaległości ^^

Share via
Copy link
Powered by Social Snap