Jak NIE powinna wyglądać profesjonalna pomoc behawiorysty

Po tym, jak Ciri na spacerze złapała za nogawkę mężczyznę, który spytał mnie o drogę, zadzwoniłam do behawiorysty, którego znalazłam wpisując w wyszukiwarkę Facebooka “behawiorysta Wrocław”. Wiem, dziwny sposób, ale naprawdę nie miałam zielonego pojęcia, jak się do tego zabrać. Nie byłam w stanie w żaden sposób ocenić osób, które znalazłam w Google, więc w pewnym sensie zdałam się na los i na pobieżne przejrzenie fanpage’a, w którym i tak nie miałam szansy dostrzec nic potencjalnie niepokojącego, bo się po prostu na tym nie znałam. W tamtym czasie kupiłam i przeczytałam jedną książkę o szkoleniu psów – “Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów”. Nie do końca rozumiałam jeszcze wtedy to, o czym przeczytałam w tej książce. To znaczy – dowiedziałam się, że nie wolno stosować metod opartych na fizycznym lub psychicznym zastraszaniu psa i intuicyjnie się z tym zgadzałam, ale nie wiedziałam do końca DLACZEGO.

No, ale wracając do głównego wątku. Opisałam mężczyźnie przez telefon, jak wygląda sytuacja, od kiedy mam psa i co się dzieje. Powiedział, że spokojnie, pomożemy i umówiliśmy się na 7 czerwca. Był chyba jakoś ostatni tydzień maja, czyli dopiero niecały miesiąc od adopcji.

Pierwsza konsultacja

W dniu spotkania trener siedział na ławce w parku pod moim domem. Kiedy tylko się odezwał i wstał, Ciri zaczęła się rzucać na smyczy. On kazał mi sobie przekazać smycz, chwycił ją krótko i ustawił przy nodze i powiedział, że idziemy na spacer.

Dowiedziałam się, że muszę natychmiast wymienić szelki na obrożę, bo na szelkach nie mam nad nią kontroli. Powiedział też, że już z daleka zauważył, że ona mnie “posiada”. Ogólnie jego rady sprowadziły się do:

  • kupić klatkę kennelową i jak przychodzą goście ma być tam zamknięta i nieważne jak się zachowuje – przyzwyczai się do tego, że przychodzą ludzie,
  • zmienić szelki na obrożę,
  • na spacerze prowadzić ją krótko przy nodze i jak wychodzi przede mnie to szarpać, żeby się cofnęła. Nie pozwalać na węszenie,
  • zabierać ją w miejsca publiczne, np. na Rynek czy Wyspę Słodową, bo inaczej nigdy się nie nauczy, że nie ma się czym stresować w mieście.

Potem przyszedł do nas do domu, usiadł przy stole, powtórzył kilka razy to samo i zapisał nas na następną wizytę, 22 czerwca.

Dziękuję, 180 zł, do widzenia.

Dlaczego to NIE BYŁA profesjonalna pomoc behawiorysty?

Dam Wam teraz chwilę na wypisanie sobie rzeczy, które w tej konsultacji poszły nie tak.

Już? To lecimy.

  1. Profesjonalista przed rozpoczęciem jakiejkolwiek pracy zrobi z opiekunami szczegółowy wywiad w domu, najlepiej bez psa, jeśli ten ma jakiś “problem” z ludźmi. W czasie takiego wywiadu spyta o codzienne zwyczaje, plan dnia, dietę, aktywności psa, czas na sen i odpoczynek itp.
  2. Podczas pracy z psem, idealnym stanem jest jeśli pies pozostanie “poniżej progu” reakcji przez całą sesję, jeśli to możliwe (a z Ciri jest to możliwe). Dzięki temu pies będzie miał szansę nauczyć się nowych zachowań, zamiast utrwalać te niepożądane. Ten trener już na samym początku złamał tą zasadę, zresztą nie sposób jej nie złamać bez poprzedzającego wywiadu.
  3. Zabranie psa, który nie ufa obcym ludziom, od opiekuna.
  4. Szarpanie psa, żeby szedł przy nodze – no tak, bo po co najpierw nauczyć psa czegokolwiek za pomocą pozytywnego wzmocnienia, lepiej go karać fizycznie kiedy popełni błąd.
  5. Pies nie powinien iść cały spacer przy nodze, bo jego podstawową potrzebą jest węszenie.
  6. Prowadzenie psa, który w każdej chwili może się szarpnąć, na obroży jest niebezpieczne. Pies może sobie zrobić po prostu krzywdę w ten sposób, np. uszkodzić tchawicę czy nawet tarczycę.
  7. Zamykanie psa w klatce kennelowej i wystawianie go na bodziec niczego go nie uczy, jedynie “zalewa” bodźcem. Dodatkowo, przebywanie w zamknięciu odcina drogę ucieczki i nasila agresję. I znowu jest to praca “nad progiem” reakcji. Dodatkowo, pies wybuchający przerażającym szczekaniem jest też bardzo stresujący dla gościa, nawet jeśli pies jest zamknięty w klatce.
  8. Zabieranie jej w miejsca publiczne zadziała tak samo jak wyżej, tylko w tym przypadku nasili reakcję stresową. Ciri w tamtym czasie nie była gotowa na wychodzenie do parku na spacer, a co dopiero na Rynek (na to nadal nie jest gotowa).
  9. Co to znaczy, że pies człowieka “posiada”??? Nawet nie chce mi się zgadywać, ale brzmi jak coś wspólnego z (nienaukową i obaloną) teorią dominacji.

Czy wzięliśmy ją na spacer na Wyspę Słodową? Tak, i była tak przerażona, że prawie wyparłam to z pamięci. Czy zamknęliśmy ją w klatce podczas wizyty kolegi? Tak, i chociaż pod koniec przestałą reagować, nie było to miłe doświadczenie i nie jestem przekonana, czy czegoś ją nauczyło.

Wtedy jednak nie wiedziałam tych wszystkich rzeczy, byłam nadal przekonana, że przecież profesjonalista zna się na tym lepiej niż ja i “wyleczył” już z agresji dziesiątki psów. Spotkaliśmy się więc drugi raz.

Druga konsultacja

Drugie spotkanie zaczęło się w tym samym parku, co pierwsze. Trener wziął ze sobą swoją sukę, która w chwili spotkania była bez smyczy (!). Nie podbiegła co prawda bezpośrednio do Ciri, ale zaczęła biegać wokół nas, zrobił się straszny chaos. Behawiorysta wytłumaczył nam, że to jego adoptowana suka, która też cierpiała na “agresję lękową”, ale od 8 miesięcy nikogo nie ugryzła.

Dotarliśmy na polanę, gdzie szkoleniowiec pokazywał nam niesamowitą magię uczenia psa siad-zostań. Próbowałam powiedzieć, że Ciri to potrafi na całkiem sporą odległość i on nie musi mi tłumaczyć, jak to zrobić. Dodatkowo, nie rozumiałam zupełnie jak miałoby to pomóc w naszych problemach. W międzyczasie jego pies był zbyt zestresowany/pobudzony, albo po prostu nie wiedział, czego od niego chcą, bo wielokrotnie warował zamiast siadać lub “zrywał” siad.

Alpha roll

Poszliśmy dalej. W pewnym momencie Ciri przerosły wszystkie bodźce, na które była narażona i doskoczyła do trenera, który… zabrał ją ode mnie i przewrócił na plecy, rzucając na ziemię. Pamiętam, że byłam w szoku, widziałam ludzi dookoła parku i nie wiedziałam, co myśleć. Czy ktoś to zgłosi do ToZu? Czy tak wygląda profesjonalna pomoc behawiorysty? Czy to w porządku? O co tu chodzi?

Zdarzenie kilka kroków później powtórzyło się, tylko tym ja razem ja miałam jej zrobić tzw. “alpha roll”. Zrobiłam to. Nie byłam w stanie przeciwstawić się autorytetowi rzekomego profesjonalisty. Nie wiedziałam jeszcze co o tym myśleć. Przyznam, że zrobiłam to dość delikatnie i usłyszałam od niego, że mam “dłużej dociskać ją do ziemi”.

Przez resztę spotkania byłam w szoku i cała w środku wrzałam, mechanicznie mu przytakując. Siedzieliśmy na ławce i “ćwiczyliśmy” odpoczywanie w miejscu. Ona, przypięta do ławki, niezdolna do ucieczki. My mieliśmy ignorować wszystko co robi. Poradził nam, żebyśmy często tak chodzili na ławkę na piwo i ćwiczyli w ten sposób. Z niewiadomego powodu poradził nam również, żebyśmy zamykali ją w kennelu jak wychodzimy z domu. “Na całe 8 godzin?”, spytałam. No tak, a w czym problem? Powiedział też, że jego sukę musiał przewrócić na plecy kilka razy, zanim zrozumiała, czego nie wolno robić, i żeby “wybić ją z ataku”.

Zapłaciłam za tą konsultację, chociaż wiedziałam, że nie powinnam. Po pożegnaniu się od razu wiedziałam, że już nigdy więcej nie zastosuję się do jego porad. Powiedziałam to Kacprowi. “Ale jak to, Aga, przecież trzeba wybić ją jakoś z tego stanu”, zaprotestował. W zasadzie go nie winiłam, sama czułam tylko intuicyjnie, że nie mogę, a przecież profesjonalista to profesjonalista…prawda? Znalazłam kilka przypadkowych artykułów o takich metodach i pokazałam Kacprowi, chociaż sama nie miałam pojęcia, komu wierzyć, i jakie metody są konieczne, żeby jej pomóc.

Po zastanowieniu, skontaktowałam się z inną behawiorystką, którą znalazłam w Google i pisała wprost, że nie stosuje żadnej przemocy wobec psa. Przez telefon była zszokowana i przerażona tym, co mnie spotkało. Niestety, była na wakacjach i pierwszy termin miała za miesiąc. Trudno, zarezerwowałam, bo poczułam, że jej ufam.

Musiałam przetrwać jeszcze miesiąc, zupełnie nie wiedząc co robić z psem, którego zachowania każdego dnia przyprawiały mnie o wstyd i stres.

Ten tekst nie powstał po to, żeby oczerniać konkretnego trenera, którego zresztą nie wskazuję, albo wyrzucać z siebie jad. Jasne, chciałam z siebie coś wyrzucić, bo nawet po tak długim czasie te doświadczenia mi ciążą. Chciałam opisać, jak się czułam, jak skonfliktowana byłam, otrzymując przeciwieństwo pomocy od osoby, która teoretycznie powinna być kompetentna. Mimo oczywistych wątpliwości, nie potrafiłam postawić się komuś, kto stworzył wokół siebie autorytet. Muszę przyznać, że opisanie tego zadziałało na mnie niemalże terapeutycznie i myślę, że w końcu mogę zostawić te nieprzyjemne przeżycia za sobą. Być może moje doświadczenia pomogą się poczuć lepiej osobie, która doświadczyła czegoś podobnego, albo nawet zapobiegną niefortunnemu wyborowi trenera. Problem polega na tym, że, jak pewnie wiele razy już słyszeliście, zawód trenera psów czy behawiorysty jest w Polsce kompletnie nieuregulowany. Każdy może się podać za profesjonalistę i tylko od nas, klientów, zależy czy zdecydujemy się zaufać takiej osobie.

Powiązane wpisy

12
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
IzmaiafringiellaDagmaraEwaJuls Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa
Gość

Hej, jestem behawiorystką i trenerką pozytywnego nurtu szkoleniowego i włos mi się na głowie jeży, gdy to czytam;/ To bardzo przykre, że Twój psiak musiał przejść przez tę gehennę, ale dobrze, że już nie musi spotykać takich ludzi na swojej drodze. Super też, że piszesz o swoich doświadczeniach dla innych! Podczas konsultacji behawioralnych z klientami często słyszę, że był u nich kiedyś trener / behawiorysta, który uczył psa metodami awersyjnymi i jedyne co osiągnął, to utrata zaufania psa. Gorąco wierzę (i sprawdza się to w praktyce), że tylko praca metodą pozytywnych wzmocnień, z szacunkiem dla psa i słuchając tego, co… Czytaj więcej »

Justyna
Gość
Justyna

Ja niestety miałam trochę to samo.. Na początku dowiedziałam się że jak pies nie chce siadać to trzeba go usadzić ręką, jak nie chce oddać piłeczki to trzeba go poddusić smyczą, a najlepiej na łańcuszku albo kolczatce.. Bardzo ciężko jest później odkręcić psa, którego sami nastawiamy na to że jesteśmy dla niego niebezpieczni i w końcu zaczyna się bronić przed właścicielem… Następnym krokiem była behawiorystka która skasowała pieniądze mimo że konsultacja oparta była tylko na wywiadzie bo psa się przestraszyła jak na nią naskoczył i potem nie miała czasu na niego spojrzeć… czasem naprawdę ciężko jest znaleźć kogoś kompetentnego…

Agata
Gość
Agata

Wiem co czujesz, bo sama miałam do czynienia ze specjalistami przez duże “S” . Do tej pory czuję się oszukana, że zamiast ćwiczeń miałam 30 min wykład o tym, jak behawiorystka musiała załatwić milion spraw, a mój pies miał przez godzinę ćwiczyć to samo. Nie wspomnę już o odwoływaniu zajęć. Cały czas podtrzymywała też moją błędną wersję, że pies ma lęk separacyjny. W końcu po prawie dwóch latach od adopocji, trafiłam do rzetelnej i bardzo doświadczonej behawiorsytki, a mój pies jest zachwycony (nie szczeka na jej widok, przychodzi się pomiziać, co się wcześniej przy żadnym behawioryście nie zdarzało)! W końcu… Czytaj więcej »

Juls
Gość
Juls

Czy to przypadkiem nie w Krakowie? 😉

agata
Gość
agata

Mam psa, który też wykazuje agresję lękową, jest u mnie miesiąc, wczesniej był w strasznych warunkach i boi się praktycznie wszystkiego. Jutro będę umawiała termin z behawiorystką, mam obawy (tym bardziej czytając takie wpisy jak Twój – nie jest on osamotniony), ale poczułam do niej zaufanie podczas rozmowy przez telefon, wcześniejsze rozmowy z innymi “profesjonalistami” nie wróżyły niczego dobrego.

Dagmara
Gość
Dagmara

Bardzo dobrze, że podzieliłaś się tymi wydarzeniami. Nas spotkało to samo. W tym wszystkim najgorsze jest to, że na początku także wykonywaliśmy wszystkie polecenia trenerki i zamęczaliśmy psa trenowaniem komend przez godzinę. Czułam się z tym źle, ale ciężko było mi w szoku odmawiać. W końcu zakończyliśmy szkolenia i zmieniliśmy trenera na pełnego wiedzy i spokoju. Pies po “odstawieniu” obroży oczywiście musiał odreagować swoje, ale już teraz nikt mi nie wmówi, że “ale pies na szelkach to taki trudny do nauczenia…” 🙂 Na reszcie widzę postęp w mniejszym lęku psa i zrelaksowaniu. Wiem też, że musimy się uzbroić w cierpliwość.… Czytaj więcej »

Share via
Copy link
Powered by Social Snap