“Dlaczego nie można karać psa? Przecież on musi wiedzieć, że zrobił coś źle!”

Powyższe pytanie, w nieco innej formie, usłyszałam wczoraj od kolegi, mającego ze szkoleniem psów mniej więcej tyle wspólnego, co ja z tworzeniem muzyki (pozdrawiam Cię, Adrianie) i zastanawianie się nad odpowiedzią zainspirowało mnie do napisania niniejszego wpisu.

Mogłabym wymieniać wiele argumentów przeciwko używaniu kar – od warunkowania klasycznego zachowań związanych ze stresem w obecności opiekuna a po wątpliwą etykę karania istoty całkowicie zależnej od nas w prawie wszystkich aspektach swojego życia. W tym tekście postaram się jednak skonstruować odpowiedź na to pytanie w nieco inny niż zazwyczaj sposób.

Wyobraźcie sobie, że w otaczającym Waszego psa środowisku znajduje się mnóstwo bodźców do prezentowania określonych zachowań lub unikania ich. Wizualizując sobie to, pomyślcie, że bodźce do zachowań mających dużą historię wzmocnień “promieniują” na zielono, a te, z którymi interakcja spowodowała nieprzyjemne konsekwencje, świecą na czerwono.

Mając w głowię tę wizualizację, popatrzmy oczami Azorka – psa, który jest często karany – na sypialnię jego opiekunów. Łóżko świeci na czerwono, bo po wejściu Azorka na nie pan krzyczy i bije kapciem. A szkoda, bo jest takie wygodne… Kawałek dywanu w kącie sypialni promieniuje na czerwono – lepiej go unikać, bo pańcia kiedyś wsadziła tam Azorkowi nos w jego siku. Na biurku leży promieniujące na zielono ciastko – kiedy Azorek próbuje je zjeść pani głośno krzyczy i grozi palcem. Być może po kilku takich sytuacjach ciastko zacznie promieniować na czerwono. Jedynym neutralnym miejscem w pokoju zostaje psie legowisko. Ufff, w końcu nie dzieje się nic nieprzyjemnego. Wkrótce legowisko zacznie być “zielone”, ponieważ przebywanie tam pozwala uniknąć awersyjnych bodźców poprzez wzmocnienie negatywne. Azorek właściwie nie ma innych rzeczy do roboty, nie ma dostępnych zabawek, bo pan mówi, że mogłoby go to “rozpuścić”.

W momencie, kiedy większość elementów w środowisku naszego psa jest “czerwona”, nie widzi on poszczególnych bodźców jako okazji do prezentowania zachowań. Widzi tylko ryzyko związane z zachowywaniem się, wchodzeniem w interakcje ze środowiskiem (porównanie pożyczone od wspaniałej Jenny Efimova AKA Dogminded).  Taki pies jest upominany za wszystko, przesuwany z miejsca na miejsce zirytowanym tonem – staje się bezradny, żadne zachowanie, które prezentuje nie wywiera oczekiwanego wpływu na jego otoczenie. Może tylko zrezygnowany położyć się na swoim posłaniu. Wszystkie inne dostępne akcje są “czerwone” – nieopłacalne, karzące, awersyjne.

Spójrzmy teraz na ten sam pokój w innym kontekście. Łóżko opiekunów jest całkowicie neutralne – nie opłaca się na nie wchodzić, ale też nic złego nie działo się, kiedy Azorkowi się kilka razy to zdarzyło (tak na marginesie – też sobie nie wyobrażam, żeby Ciri nie mogła leżeć z nami w łóżku, ale na potrzeby tekstu chciałam podkreślić, że da się tego nauczyć bez użycia kar :D). Opłaca się za to wypoczywać na swoim legowisku – jest bardzo wygodne, a poza tym pańcia nauczyła Azorka na nim odpoczywać, używając pysznych smaczków, pochwał i relaksującego masażu. Jako szczeniak Azorek był wyprowadzany na siku na dwór nawet kilkanaście razy dziennie – dzięki temu wpadek w domu było bardzo mało, a te nieliczne wcale nie zrobiły wrażenia na opiekunach. W kącie sypialni znajdują się zawsze dostępne zabawki i mata węchowa, na którą często spada coś dobrego. Ta część pokoju świeci się na intensywny zielony kolor, zawsze opłaca się tam zajrzeć. Kiedy na biurku leży ciastko, Azorek czuje jego zapach i biegnie do pana, ponieważ został nauczony bez stosowania kar, że zapach jedzenia jest bodźcem do znalezienia opiekuna, za co należy się pyszna i sowita nagroda (wersja alternatywna – jedzenie nigdy nie jest zostawiane w zasięgu psa, żeby nie miał okazji do prezentowania “niepożądanego” zachowania). Tym razem Azorek dostał gryzaka z suszonego mięsa, z którym zadowolony kładzie się na swoim ulubionym legowisku. Nie jest to jednak jedyne miejsce, którego nie musi się bać, bo Azorek czuje się bezpieczny w domu i przy opiekunach.

Co sprawia, że druga perspektywa jest bezsprzecznie przyjemniejsza w odbiorze? Przede wszystkim, zarządzanie środowiskiem. Za środowisko, w którym żyje pies zawsze odpowiedzialni są jego opiekunowie. Jeśli zostawiamy w jego zasięgu rzeczy, które on będzie postrzegał jako “zielone światła”, a dla nas jego zachowania związane z tymi przedmiotami są niepożądane – to my sami jesteśmy sobie winni. Pies widzi tylko historię wzmocnień i kar. Po drugie, za pomocą wzmocnienia pozytywnego możemy nauczyć psa tylu wspaniałych rzeczy, które ułatwią nam wspólne życie. Poprzez wzmocnienie pozytywne tworzymy zielone miejsca tam, gdzie nam to odpowiada, a pies na tym nie cierpi. Po trzecie, Azorek z drugiej wizji ma dostępne zabawki, matę węchową – jest to lekkie spłycenie tematu z mojej strony, ale oznacza to spełnione potrzeby, konstruktywne zajęcia, wzbogacone środowisko.

Myślę, że ten tekst będzie najlepszym tekstem obalającym “teorię dominacji”, jaki kiedykolwiek pojawi się na tym blogu. Nie da się dostatecznie udowodnić nieistnienia czegoś, możemy jedynie pokazać istnienie czegoś innego. W tym przypadku uniwersalnych praw uczenia się i bezdyskusyjnej, popartej badaniami przewagi wzmocnienia pozytywnego nad trzema pozostałymi konsekwencjami.

PS. Przedstawione w tekście przykłady są dość skrajne, ale ja pisząc “kara” mam na myśli definicję naukową. Wniosek z tego tekstu jest taki, że zachowanie zdarza się tam, gdzie jest historia wzmocnień i do takiego efektu chcemy dążyć w życiu z naszym psem. Wszelkie wynalazki pojęciowe typu “korekta”, “przerywanie zachowania”, “prawidłowo wymierzona kara” czy “powiedzenie psu jasno, że mu na to nie pozwalam” to też są kary w ujęciu naukowym.

Zdjęcie tytułowe wykonane przez Asylum of Wind – Marcelina Dąbrowska.

3 2 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Share via
Copy link
Powered by Social Snap