Adoptowałam agresywnego psa

Przez kolejny miesiąc po adopcji na światło dzienne wychodziły wszystkie zachowania Ciri, nad którymi mieliśmy później pracować.

Nie chcę i nie będę posługiwać się łatkami takimi, jak “agresywna”, “reaktywna”, “lękliwa”, ponieważ nie definiują one mojego psa. Całe szczęście od samego początku miałam tendencję, aby obserwować, opisywać i analizować jej konkretne zachowania.

Mój pies ugryzł mojego ojca

Zaczęło się od czwartego dnia po adopcji, kiedy po długim spacerze nad Odrą (dzisiaj wiem, że za długim dla niej) poszłam “przedstawić” psa mojemu ojcu. Czekałam z nią przed klatką schodową, kiedy mój ojciec wyszedł z bramy. Wszystko stało się tak szybko, że niewiele z tego pamiętam. Wydaje mi się, że tata wyszedł z bramy, odezwał się do nas, nachylił się do psa zagadując do niej i prawdopodobnie Ciri w tych sekundach, kiedy się to działa dawała jakieś delikatne sygnały grożące, których nie mieliśmy szansy zauważyć. Doskoczyła do niego ze szczekaniem i uderzyła go kłem w rękę przebijając skórę, a potem poprawiła jeszcze po nogawce spodni.

Jasne, że zauważyliśmy wcześniej, już w schronisku i pierwszego dnia w domu, że Ciri jest “nieśmiała”. Na psim wybiegu, na który ją na początku (niestety) zabierałam kłapała na ludzi pchających do niej łapy, ale wydawało mi się to normalne. Nigdy moim celem nie było zmuszanie jej, żeby znosiła głaski obcych osób. Dwa dni po adopcji “nie wpuściła” też do domu mojej przyjaciółki, ale zanotowałam to sobie jako osobne zachowanie dotyczące konkretnie wizyt w domu.

Inne zachowania agresywne

Byłam w szoku, że jej komunikacja agresywna eskalowała w kilka dni do ugryzienia. Nigdy się nie dowiem, czy gdybym postępowała z nią inaczej od dnia pierwszego, jej zachowanie byłoby inne, a “problemy” mniejsze, prawdopodobnie nie. Kilka dni to za krótko, żeby rozwinął się u niej tak poważny problem behawioralny. Jasne, gdybym zdawała sobie sprawę z tego, że 90% przypadków agresji wynika ze strachu, na pewno mogłabym zapobiec ugryzieniu, ale nie wszystkim problemom, które wyszły na jaw.

Okazało się, że Ciri bardzo gwałtownie reaguje na nagłe zmiany w otoczeniu (tzw. sudden environmental changes). Największymi wyzwalaczami ataku bez sygnałów ostrzegawczych były/są: pojawienie się na horyzoncie zbliżającej się osoby, która coś do nas mówi (np. wita się), osoba wychodząca z drzwi, osoba wstająca z krzesła. W zamkniętych przestrzeniach było jeszcze gorzej, dlatego odwiedziny gości stały się problemem. Nie zachowywała się w agresywny sposób tylko w stosunku do trzech osób, które polubiła w schronisku: mnie, Kacpra i Mateusza. Całą naszą trójkę traktuje do dzisiaj z równą akceptacją, mimo, że Mateusza nie widuje na co dzień. Nie reagowała agresywnie na przechodniów, którzy po prostu sobie egzystowali na spacerach i nic od nas nie chcieli. Wyjątkiem były dosłownie dwie sytuacji, kiedy wyraźnie przekierowała stres, reagując agresją na biegaczkę i rowerzystę.

Stres na spacerach

Zauważyliśmy też, że Ciri na spacerach cały czas wykazuje silne oznaki stresu: ogon schowany pod brzuch, ciągnięcie na smyczy, najchętniej w stronę domu. Panika, w której jakby za pomocą wewnętrznej nawigacji namierzała sobie najkrótszą ścieżkę do domu. Nie było to spowodowane żadnym konkretnym bodźcem – po prostu reagowała tak na miejski zgiełk w dość przepełnionej bodźcami dzielnicy Wrocławia.

Jeszcze jednym zachowaniem, które pamiętam z tamtego okresu, było gonienie, a raczej, z powodu smyczy chęć gonienia, ptaków. Dość szybko i bez niczyjej pomocy udało mi się ogarnąć to zachowanie. Myślę, że w ten sposób przekierowywała stres, zwłaszcza, że Ciri naturalnie ma dość silny instynkt łowiecki.

Ku naszej uldze, problemy separacyjne Ciri miała niewielkie, ograniczone do kilkuminutowego wycia. Nie niszczyła niczego, co nie pachniało jedzeniem albo nie mogło zostać uznane za jedzenie.

Jaka była w takim razie Ciri kilka tygodni po adopcji? Bardzo ciężko mi to sobie przypomnieć. Od początku kochała się do nas przytulać, spać z nami w łóżku (chociaż samego spania na początku było niewiele), lizać nas po twarzy. Od pierwszych prób treningu jasne było, że Ciri żyje, żeby pracować z człowiekiem za wzmocnienie w postaci jedzenia. Nie interesowała jej zabawa, a raczej ja nie potrafiłam się z nią bawić. Na pustym psim wybiegu ćwiczyłyśmy przywołanie i dzięki temu dzisiaj nie wyobrażam sobie, że puszczona bez smyczy mogłaby odbiec za daleko.

Bezsilność

Ja w tamtym okresie nie zdawałam sobie chyba sprawy z tego, jak poważne Ciri ma problemy. Oczywiście, traktowałam poważnie ugryzienie ojca, ale na pewno nie przypuszczałam, że praca nad tym wszystkim zajmie dłużej niż kilka tygodni. Byłam pewna, ze z pomocą fachowca to kwestia kilku treningów. Nie byłam na to wszystko zupełnie przygotowana, przed adopcją jedyny problem, jakiego się spodziewałam to lęk separacyjny. Myślałam, że schroniska nie wydają “agresywnych” psów do adopcji. Że po takich psach od razu widać, że do adopcji się nie nadają.

Czułam ogromny wstyd za jej zachowanie, obarczałam się winą, bałam się, że nie dopilnuję jej i będziemy musieli ją uśpić. Nie czułam z nią jeszcze wtedy takiej więzi, jak kilka miesięcy później, więc nie współczułam jej, tylko pytałam “dlaczego ja? Dlaczego mi się przydarzyło coś takiego?”. Moje marzenia o podbijaniu świata z wiernym psim towarzyszem legły w gruzach. Jak na złość, codziennie widziałam posty schroniska o wspaniałych, obsypanych brokatem adopcjach. Kiedy zobaczyłam post o suczce, którą widziałam w schronisku i mogłam adoptować. Post opisywał, jak suczka chodzi z nową opiekunką do przedszkola, bo kocha dzieci, popłakałam się.

Po niecałym miesiącu nadeszła pora, aby poszukać profesjonalnej pomocy, co (spoiler) nie okazało się procesem łatwym ani przyjemnym.

Powiązane wpisy

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
fringiellaKaroWeronikaKasia Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Jakbym czytala o sobie! A szczegolnie końcówka, to wracanie ze spaceru ze lzami w oczach, poczucie wstydu. U nas tez kilka dni po adopcji zdarzył sie atak i ugryzienie do krwi, również mamy za soba kilka nieudanych spotkań z behawiorystami. Teraz jest ciut lepiej, ale na spacerach obowiazkowy kaganiec i oczy dokola glowy caly czas… Życzę dużo sukcesów w pracy z psem 🙂

Weronika
Gość
Weronika

Ja to właśnie przeżywam, od paru dni płacze, mam kryzys, dzisiaj trafiłam na Twój blog i.. trochę mi ulżyło, nie jestem sama, nie jestem najgorsza. Muszę poszukać pomocy dla mojego psa, tylko nie wiem kogo wybrać 🙁

Karo
Gość
Karo

Regularnie zdarza mi się czuć ten wstyd i frustrację, potem jest lepiej i czuję wstyd za to, że wcześniej czułam tamten wstyd… . Adopcja psa “z przeszłością” to wyzwanie, nawet jak pies ma 7kg… Super, że piszesz tego bloga! Pozdrawiam gorąco razem z Fru 🙂

Share via
Copy link
Powered by Social Snap