Adopcja psa ze schroniska

Adopcja psa ze schroniska – o ograniczeniach i poświęceniach

Adopcja psa ze schroniska czasem wiążę się z wieloma wyrzeczeniami w życiu. Zawsze staram się opisywać moje doświadczenia z Ciri realistycznie. W poprzednim wpisie pisałam o tym, za co kocham Ciri i co jest w niej najlepsze. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym opisywała adopcję tylko i wyłącznie w optymistycznym tonie, pomijając te aspekty mojego obecnego życia, w których opieka nad Ciri po prostu mnie ogranicza. Moim celem absolutnie nie jest zniechęcenie do adopcji! Chcę pokazać te mniej wdzięczne i medialne aspekty.

Nie będę tutaj porównywać się do osoby bez psa, bo nawet przy psim ideale życie się zmienia. Będą to raczej takie aspekty, które przy przeciętnym psie nie byłyby aż takim problemem.

Podróże

Zdecydowanie najważniejszy podpunkt. Chociaż mam prawo jazdy, nie mam własnego auta. Na wszystkie warsztaty i treningi jesteśmy w stanie dotrzeć tylko dzięki uprzejmości mojego ojca. Komunikację miejską traktuję jako ostatnią deskę ratunku. Ciri jest jak tykająca bomba zegarowa w ciasnej przestrzeni, w której ludzie wstają z krzeseł i wsiadają. W związku z tym jazda pociągiem na wakacje nie wchodzi w grę. Jest wielce prawdopodobne, że zaatakowałaby np. konduktora sprawdzającego bilety. W dodatku, już po kilkunastu minutach zaczęłaby jojczeć, cienko poszczekiwać i po prostu panikować.

Musiałabym znaleźć zakwaterowanie, które jest oczywiście psiolubne, a do tego odseparowane od innych apartamentów/pokoi/domków, żeby nie wpadać na innych gości przy wchodzeniu lub wychodzeniu z pokoju. Musiałabym cały czas zarządzać środowiskiem tak, żeby Ciri nie była niebezpieczna ani uciążliwa dla otoczenia. Nie wspominając o jej problemach separacyjnych, które w nowym miejscu prawdopodobnie byłyby większe.

Zostawienie jej z kimś w domu jest raczej wykluczone. Ciri oprócz nas akceptuje tylko jedną osobę, której nie chciałabym obciążać odpowiedzialnością, zwłaszcza na dłużej niż dzień lub dwa.

Oczywiście, że mogłabym zabierać ją w podróże ze sobą mimo wszystko. Ale to by było bardzo zajmujące dla mnie, uciążliwe dla otoczenia i, przede wszystkim, bardzo stresujące dla niej. Mogę wybrać się na wakacje sama/z przyjaciółką czy rodziną. Ale to i tak nie będzie to samo, bo co to za wakacje bez partnera? No i co to za wakacje bez niej?

Zapraszanie gości do domu

Nawet gdybym stwierdziła, że nie potrzebuję jej przyzwyczajać do obecności obcych w mieszkaniu, i tak ten aspekt by mi dostarczał dużo stresu. Mogłabym zamknąć ją w drugim pokoju i nikomu jej nie przedstawiać. Ale kiedy ona usłyszy jak witamy gości w przedpokoju, wydziera się niemiłosiernie. Jej szczekanie brzmi, jakby była co najmniej trzy razy większa i chciała zabić wszystkich w zasięgu stu metrów. Już samo to mnie stresuje i nie czuję się dobrze wiedząc, że ona też się nie czuje dobrze. Do tego dodajcie wstyd przed gośćmi. Po drugie, wizyta gości zawsze wiążę się z jakimiś ograniczeniami. Możemy siedzieć tylko w kuchni, ale jeśli to długa wizyta, muszę kombinować jak wyprowadzić ją na spacer, żeby ich nie zobaczyła. Podsumowując, duży stres.

Krótkie spacery, ale jednak muszą być

Adoptowałam psa z pełną świadomością, że będę z nim chodzić na długie spacery wałami na Odrą. Czego nie byłam świadoma, to że mój pies takimi spacerami po prostu będzie się stresował. Był czas, że leciała do domu z podkulonym ogonem zaraz po siku. Był czas, że już było lepiej. Ale wtedy całymi tygodniami musiałam chodzić codziennie po jednym fragmencie trawnika, bo tylko tam się nie bała spacerować. Nie mogłam już patrzeć na tą obskurną okolicę i marzyłam, żeby mieć psa, z którym mogłabym wyruszyć gdziekolwiek. Jeśli wychodzimy tylko na sikupę, i tak trzeba ubrać szelki i kaganiec. A w chłodniejszą porę roku ubrać jeszcze siebie. To wszystko tylko po to, żeby trzy minuty później wrócić do domu. I tak codziennie, dwa-trzy razy dziennie. NIE POLECAM.

Postrzeganie przez znajomych

Wstydzę się za każdym razem, kiedy muszę tłumaczyć znajomym, czemu należy postępować z nią tak, a nie inaczej. Czemu natarczywe głaskanie jej po głowie, kiedy ona komunikuje stres. NIE SPRAWI, że przyzwyczai się do dotyku, i tak dalej… Reakcja, z którą się spotykam w takich sytuacjach sprawia, że czuję się jak wariatka. Adopcja i wychowanie psa ze schroniska to w świadomości większości ludzi not a big deal. Z drugiej strony, mam totalne szczęście, że część moich znajomych i rodziny daje się wykorzystywać do ćwiczeń z Ciri. Jedyne, co jest niełatwe to wytłumaczyć, dlaczego robimy coś w konkretny sposób i jak dokładnie, ze szczegółami mają się zachowywać. Zawsze czuję się niezręcznie, tłumacząc takie rzeczy niepsim osobom, bo wiem, ze oni nie widzą we mnie autorytetu. Także zdecydowanie adopcja (trudnego) psa ze schroniska i praca z nim coś zmienia w relacjach z innymi ludźmi. Często nawet dość mocno weryfikuje niektóre znajomości.

Wizyty u weterynarza

To czeka każdego opiekuna, ale jeśli nigdy nie byliście z psem specjalnej troski u weterynarza, nie znacie życia. Większość psów raczej ufa ludziom i nawet jeśli jakieś procedury medyczne sprawiają im dyskomfort, nie chcą nikogo skrzywdzić. Ciri nie ufa ludziom, nawet jak jej nie zamierzają dotknąć, więc możecie sobie wyobrazić, jak wyglądają jakiekolwiek zabiegi przy niej. Zwłaszcza wykonywane przez obcych ludzi, w obcym miejscu, kiedy jej pobudzenie jest w kosmosie, a próg agresji przy podłodze. To są bardzo stresujące sytuacje. Po każdej wizycie jestem cała spocona i zdenerwowana.

Stres

Pierwsze miesiące po trudnej adopcji są naprawdę… trudne. Trzeba mieć miejsce w głowie na zderzenie się z rzeczywistością, poczuciem winy, pytaniem się, czemu akurat nas to spotkało… W zależności od naszego nastawienia, pies może zająć naprawdę dużo miejsca w głowie. Może się zdarzyć, że codziennie po spacerach będziesz płakać, rozpamiętywać, obwiniać się i rozważać oddanie psa. O swoich wewnętrznych przeżyciach niedługo po adopcji pisałam tutaj.

Czas

Niezbędną rzeczą, którą trzeba poświęcić do pracy z trudnym psem, jest nasz wolny czas i zaangażowanie (i pieniądze!). Czas nie tylko na ćwiczenia i treningi, ale także zaplanowanie ich, spotkania z behawiorystką, warsztaty i szkolenia. Na temat przestrzeni w życiu na pracę z trudnym psem planuję osobny wpis.

Myślę, że każda osoba rozważająca adopcję, powinna przemyśleć, ile jest w stanie poświęcić na rzecz ewentualnych psich problemów. Chociażby w tak ważnych sprawach, jak wyjazdy, do których przywykliśmy. Dużo się mówi na temat tego, że psem można wszystko. Że można podróżować i nie jest on żadną przeszkodą. Ale nie zawsze tak jest. Nie twierdzę, że każdy adoptowany pies będzie wymagał ciężkiej pracy. Ale uważam, że dużo lepiej nastawić się na najgorsze i być mile zaskoczonym, niż nie mieć tej świadomości i przykro się zawieść.

Ja przedtem nie zdawałam sobie zupełnie sprawy, jak adopcja psa ze schroniska może namieszać w życiu. Kampanie na temat adopcji niestety o trudnościach rzadko wspominają. Jeśli już, to przedstawiają je jako coś do naprawienia w ciągu kilku spotkań z behawiorystą. Czasem rzeczywiście to wystarczy, ale w przypadku poważniejszych problemów to długi proces i wiele zmian w codziennym życiu.

Jeśli przemyśleliście sobie wszystko i jesteście pewni, że chcecie dać jakiemuś psiakowi dom, z całego serca polecam wziąć pod uwagę adopcję pieska z Fundacji Dwa Plus Cztery.

Powiązane wpisy

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
fringiellaWeronika Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Weronika
Gość
Weronika

Ja nawet nie wiem co napisać, czuję się jakbyś opisywała moje życie, mój pies jest ze mną od 7 miesięcy ale na początku tylko się bał, teraz od dwóch miesięcy jest agresywny. No po prostu mam taką samą sytuację, wszystko jest takie samo i najgorsze, że ludzie tego nie rozumieją, nie chcą mnie słuchać, gdy mówię im żeby nie wyciągali rąk nad głowę psa itp. dziękuję, że jesteś, że opisujesz to wszystko i dajesz nadzieję na to, że można coś zmienić.

Share via
Copy link
Powered by Social Snap