świadoma opieka nad psem

10 najbardziej podstawowych informacji dla świadomego opiekuna psa

Jedną z moich największych misji jest promowanie świadomej opieki nad psem w celu polepszenia ogólnego dobrostanu zwierząt. Z tego co obserwuję na spacerach czy wśród niektórych znajomych ta świadomość jest wciąż często dramatycznie niska i to nie tylko wśród starszych osób, ale niestety także wśród młodszych, którzy mity związane z opieką nad psami wynieśli jeszcze z domu rodzinnego.

Organizacje prozwierzęce, a zwłaszcza schroniska, dokładają swoje trzy grosze do tej całej historii, przekazując na swoich mediach społecznościowych czy potencjalnym opiekunom przestarzałe mity i metody z rodzaju “ten pies potrzebuje twardej ręki”.

Jednocześnie, nie chciałabym opisywać świadomej opieki nad każdym psem jako niewyobrażalnie trudnej i czasochłonnej. Takie uniwersalne informacje zawsze trzeba dostosować pod potrzeby konkretnego psa. Nie będzie to też tekst o tym, jakie zachowania pies “powinien” czy “musi” opanować, ale raczej o tym, co według mnie współczesny i świadomy opiekun powinien wiedzieć, aby dobrze mu się żyło z przeciętnym psem.

Dlatego postanowiłam streścić moje oczekiwania wobec świadomej opieki nad psem w 10 punktach. Z bólem serca nie umieściłam tu punktu o treningu medycznym. Uważam, że jest to niezastąpiony element życia z psem, ale jednocześnie obejmuje trudny proces nauki zachowań. Chciałabym z tym tekstem dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców mających niewielką wiedzę o psach.

1. Psy nie rodzą się ze znajomością ludzkiego języka i ludzkich oczekiwań

Wiem, że dla niektórych – pozdrawiam moją mamę – to wciąż jest szokujące, ale psy nie rozumieją tego, co do nich mówimy (albo inaczej – nie jesteśmy w stanie do końca stwierdzić, co rozumieją z tego, co do nich mówimy). Nie rodzą się z zaprogramowanym rozumieniem języka polskiego, angielskiego czy jakiegokolwiek innego. Jasne, uczą się na podstawie konsekwencji, co oznaczają wypowiadane przez nas słowa czy nawet całe zdania. Ale nigdy nie będziemy w stanie wyjaśnić im słowami, dlaczego coś źle zrobiły i jak inaczej powinny się zachować. Zwłaszcza, że zmysł słuchu jest dla psów o wiele mniej znaczący w kontekście komunikacji, niż węch, wzrok czy dotyk.

Nie ma złych psów

Zwierzęta nie są w stanie wiedzieć same z siebie, jakich zachowań od nich oczekujemy. Nie znają pojęcia “dobrych” i “złych” z naszej perspektywy zachowań, nie znają zasad panujących w ludzkim społeczeństwie. Zachowują się w taki sposób, żeby im się to opłacało. Dlatego jedyną drogą, aby nauczyć psa pożądanych zachowań jest szkolenie przy użyciu wzmocnienia pozytywnego, a mówiąc potocznie – nagród, którymi zazwyczaj są smakołyki, rzadziej zabawki. I tutaj wkrada się kolejne nieporozumienie – dotyk, a już zwłaszcza bardzo często stosowane w nagrodę poklepanie po głowie, często dla psa nagrodą nie jest, a nawet może być karą. Pochwały same z siebie dla wielu psów też nie będą miały wystarczającej wartości (w uproszczeniu), żeby opłacało im się wykonywać jakieś zachowanie.

“Fafik, do nogi!”

Jednym z najczęstszych zachowań, którego większość opiekunów oczekuje od swoich psów na spacerach jest przywołanie czy “przyjście do nogi”. Zanim zaczniemy tego oczekiwać od psa, musimy mu pokazać, że jego imię wykrzykiwane przez nas (albo słowa: “do mnie”, “do nogi”, “chodź” ) oznacza, że jeśli porzuci tak fascynujące środowisko wokół niego i rzeczywiście do nas przyjdzie to czekają go same miłe rzeczy. Nie ma tutaj magii ani drogi na skróty – jeśli chcesz odpinać psa ze smyczy, musisz sobie na to zapracować. Pies, który nie przychodzi na Twoje wołanie, nie jest nieposłuszny – po prostu nie wie, co Twoje wołanie oznacza w danej sytuacji.

Pies nie wie, że źle zrobił

Kolejnym błędnym założeniem jest, że pies “wie, że źle zrobił”. Jak już pisałam, psy nie mają pojęcia co jest według nas dobre, a co złe. Najczęściej taka błędna interpretacja dotyczy problemów separacyjnych, kiedy pies niszczy w domu, lub problemów z utrzymaniem czystości. Wtedy my, patrząc na zachowanie psa który kładzie po sobie uszy, wytrzeszcza oczy i kręci pupą, określamy je jako “winne”, “przepraszające” i tak dalej. Tym czasem pies po prostu czuje, kiedy jesteśmy zirytowani i dlatego wysyła nam takie sygnały, nie znając powodu naszej irytacji. Używanie siły w takiej sytuacji, na przykład popularne wsadzanie pyska psa w jego odchody, nie ma zupełnie sensu i niczego psa nie uczy.

2. Teoria dominacji jest nienaukowa i została obalona

Teoria dominacji w szkoleniu psów była bardzo popularna w drugiej połowie zeszłego wieku, a w Polsce jest często żywa jeszcze do dzisiaj. W bardzo dużym skrócie, zakłada ona, że pies i człowiek tworzą hierarchiczne stado, w którym pies stara się “zdominować” człowieka i przejąć kontrolę nad jego życiem 😉 Stanowi bardzo wygodne wytłumaczenie dla wszystkich kłopotliwych zachowań – dominującym można określić psa szczekającego, sikającego w domu, broniącego miski, ciągnącego na smyczy i tak dalej. Jednak jak już wspominałam wyżej, psy nie mają kodeksu moralnego i wszystkie te zachowania psy prezentują, bo po prostu im się opłacają. Samo słowo “dominacja” może mieć wiele znaczeń, wręcz dla każdej osoby może znaczyć co innego. W kontekście życia z psami lepiej się jednak skupić na naukowych dowodach i obserwowalnych zachowaniach, zamiast na przypisywaniu im swoich znaczeń.

Dlaczego teoria dominacji jest nieprawdziwa?

Badania, które doprowadziły badaczy do błędnych teorii, zostały przeprowadzone na obcych sobie wilkach trzymanych w niewoli. Zachowania takich wilków, które rzeczywiście się ze sobą w takich warunkach ścierały, nie były adekwatne do warunków naturalnych. Po pierwsze, nowsze badania wskazują, że wilki współpracują bardziej na zasadzie kooperacji, niż hierarchii. Po drugie, psy to nie są wilki, nie można więc bezpośrednio przekładać na nie tych zachowań. Po trzecie, pies i człowiek nie mogą stworzyć stada, ponieważ należą do dwóch różnych gatunków.

Pomyślmy o tym w ten sposób: kontrolujemy praktycznie całe życie swojego psa. Pory jego posiłków, załatwiania potrzeb fizjologicznych, miejsca spaceru, przestrzeń życiową. Z jakiego powodu pies miałby “chcieć” zdominować człowieka, skoro sam siebie na spacer nie wyprowadzi i nie napełni sobie miski? Nawet, gdyby patrzeć na relację psa i człowieka w hierarchiczny sposób, człowiek zawsze będzie w tej hierarchii wyżej, niezależnie co pies by robił.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o błędach w teorii dominacji, polecam bardzo przesłuchać tą rozmowę Ali i Irka.

Mity teorii dominacji

Założenia teorii dominacji sprowadzają się do bardzo często powielanych mitów i mądrości ludowych. Spróbuję obalić najczęstsze z nich.

Pies nie może jeść przed właścicielem

Właściwie to z obserwacji wilków i psów wolnożyjących wynika, że pierwsze jedzą właśnie osobniki słabsze i najmłodsze. A Twój pies po prostu chce dostać swój posiłek, bo jest głodny. I należy mu się to, niezależnie czy sam już jadłeś, czy nie. Bo prawda jest taka, że tak czy siak, to Ty kontrolujesz żywienie swojego psa. Tak jak pisałam, on sam nie może przejąć całkowicie nad tym kontroli, wybrać sobie smaku karmy, nasypać jej sobie do miski. Niezależnie w jakiej kolejności zjecie, to Ty będziesz mieć kontrolę w tym kontekście.

Pies nie może przejść pierwszy przez drzwi

Drzwi to ludzki koncept, a dla psów oznacza tylko wyjście na spacer – ekscytujące, często stwarzające możliwość załatwienia się po długich godzinach w domu. Oczywiście możemy nauczyć psa (z użyciem smakołyków) czekania przed drzwiami dla bezpieczeństwa i wygody. Dla psa kolejność przechodzenia nie ma znaczenia (a przynajmniej nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy to znaczenie ma).

Pies nie może wchodzić na łóżko/podwyższoną powierzchnię

Zupełnie nie wiem, skąd wzięło się to stwierdzenie. Wyżej w przestrzeni fizycznej = wyżej w hierarchii społecznej? Psy bardzo często wybierają do odpoczywania powierzchnie położone wyżej. Możemy nie życzyć sobie, żeby pies wchodził na meble, ale warto wtedy zabezpieczyć je, żeby nie miał możliwości na nie wejść albo nauczyć go schodzenia na hasło. Pomocne może być kupienie psu wygodnego legowiska na podwyższeniu. Nie ma to nic wspólnego z hierarchią.

Natomiast obserwacje psów żyjących na wolności wskazują, że spanie wspólnie z grupą społeczną, której częścią dla psa są także opiekunowie, zacieśnia więzi i zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

3. Psy nie muszą się witać z każdym napotkanym psem

Liczba opiekunów, którzy pracują ze swoimi psami nad zachowaniami w stosunku do psów całe szczęście rośnie. Cieszę się, że dużo osób pomaga swoim psom w osiągnięciu komfortu i poczuciu bezpieczeństwa na spacerach dzięki zmienianiu ich reakcji na inne psy. Jednak wielu właścicieli nie ma jeszcze świadomości, że większość psów nie ma aż tak dużej potrzeby kontaktu z każdym napotkanym czworonogiem i może on narobić więcej szkody, niż pożytku.

Nie podajemy ręki każdemu człowiekowi na ulicy

Można to wytłumaczyć lekką antropomorfizacją – skoro ludzie nie witają się z każdym obcym człowiekiem, dlaczego psy mają się witać z każdym obcym psem? Nie ma to zupełnie sensu. Większości psów wystarcza kontakt z innymi psami w domu lub z najlepszymi kumplami, widywanymi regularnie.

Psy się bawią rzadziej, niż myślimy

Bardzo często źle interpretujemy intencje naszych psów w interakcjach z innymi psami. Nie zwracając uwagi na ich mowę ciała, myśląc, że psy się zawsze ze sobą “bawią”, wprowadzamy je w sytuacje potencjalnie dla nich niekomfortowe – w spotkanie z innym psem, minięcie się na wąskim chodniku, w stresującą gonitwę na psim wybiegu. Tymczasem, dorosłe psy, które spotykają się pierwszy raz w życiu, prawie nigdy się ze sobą nie bawią.

Przyjęło się interpretować tak zwany “ukłon” na ugiętych przednich łapach jako zachętę do zabawy, jednak nie zawsze tak jest. Dynamiczne ugięcie szeroko rozstawionych łap może oznaczać próbę przesunięcia drugiego psa, żądanie zwiększenia przez niego dystansu.

Jeśli zazwyczaj pozwalacie swojemu psu podchodzić do innych psów, zróbcie eksperyment i przez kilka dni dajcie mu wybór w tej kwestii, zatrzymując się w dużej odległości (kilkadziesiąt metrów) od innego psa i stwórzcie mu możliwość odejścia. Bardzo możliwe, że Wasz pupil zacznie obchodzić inne psy łukiem lub ich unikać.

Psy bez smyczy nie mogą podbiegać do psów na smyczy

Właściwie zasada jest prosta – nie podchodzimy do nieznanych psów i właścicieli bez ich zgody. Drugi pies może być chory (na przykład po zabiegu!), niedawno adoptowany, w trakcie treningu, wykazywać zachowania agresywne w stosunku do innych psów, które utrwalają się, kiedy podchodzą do nich obce psy. Czasami opiekunowie używają żółtej wstążki do zaznaczenia, że ich pies z jakiegoś powodu nie ma ochoty na kontakt z innymi psami lub ludźmi.

Jeśli spuszczamy naszego psa ze smyczy, zadbajmy o to, żeby nie podbiegał do innych psów – to może być niezwykle stresujące dla psa na smyczy! Może zniszczyć wiele miesięcy pracy pod okiem doświadczonego trenera (a więc kosztować drugiego właściciela dużo dodatkowego czasu i pieniędzy). Stwarza też niebezpieczeństwo pogryzień i wina, choć zazwyczaj błędnie mu przypisywana, nie leży po stronie psa, który był na smyczy i ugryzł. Wina leży po stronie właściciela podbiegającego psa.

Psie wybiegi są zazwyczaj szkodliwe

Niestety większość psich wybiegów jest nierozsądnie wykorzystywana. Choć dla wielu właścicieli ogrodzony “psi park” jest okazją do “wybiegania” psa, tak naprawdę może być stresującym miejscem dla naszego czworonoga. Psie interakcje najlepiej przebiegają w duecie – czyli jeśli witają się ze sobą dwa psy. Jeśli psów jest więcej, często dochodzi do grupowych gonitw, przy czym goniony jest jeden pies przez resztę. Często dochodzi do nieprzyjemnych spięć, potęgowanych przez niewielką zamkniętą przestrzeń. Psy na psich wybiegach często szczekają “bez powodu”, co nie ma nic wspólnego z “radością”, a bardziej z niezdrowym stresem i pobudzeniem.

Wielu opiekunów będąc na psim wybiegu, ignoruje prośby swojego psa o wsparcie lub wyjście stamtąd. Wiem, bo sama tak robiłam. Warto spojrzeć z dystansu na to, czy przebywanie w psim parku rzeczywiście sprawia naszemu psu przyjemność i jak się zachowuje po takiej wizycie na wybiegu.

4. Psy posługują się mową ciała, którą należy poznać i respektować

Jak już pisałam – psy nie rozumieją ludzkiego języka, za to dużą wagę przykładają do mowy ciała. Same wysyłają nam szereg sygnałów, które niestety tak często są źle przez nas interpretowane. Zbiór zachowań charakterystycznych dla danego gatunku, w tym przypadku psa, nazywamy etogramem.

Popularnym źródłem wiedzy na temat psiego języka jest książka Turid Rugaas “Sygnały uspokajające”. Nie jest to jednak kompendium i może być ciężko przełożyć zawartą w niej wiedzę na praktykę. Jednak dla początkujących jest to dobry start w naukę psiej komunikacji.

Bardzo polecam obserwowanie na Facebooku fanpage’u Co Mówi Pies?, a także zainteresowanie się ich warsztatami. W przystępny sposób starają się edukować właścicieli psów w zakresie psiego języka.

Mowa ciała i etogram psa to temat objętościowo znacznie wykraczający poza ten akapit. Jednak w skrócie chciałabym wskazać, jakie sygnały dyskomfortu i stresu możecie zauważyć i swojego psa na co dzień i jak na nie reagować. Posłużę się przedstawioną poniżej tzw. drabiną agresji u psa.

Patrząc od dołu (kolor zielony) możemy wyszczególnić następujące zachowania:

  • ziewanie, mruganie, oblizywanie językiem nosa,
  • odwracanie głowy,
  • odwracanie ciała, siadanie,
  • odchodzenie,
  • położone uszy,
  • kulenie się, chowanie ogona,
  • kładzenie się, podnoszenie łapy,
  • sztywnienie, wgapianie się,
  • warczenie,
  • kłapanie zębami,
  • ugryzienie.

Im wcześniej zareagujecie na sygnały stresu u psa (najlepiej na te oznaczone na zielono), tym mniejsze prawdopodobieństwo, ze jego reakcje w przyszłości nie będą eskalować do tych oznaczonych na czerwono. Mam tu na myśli takie sytuacje jak głaskanie psa wbrew jego woli, pozwalanie obcym (w tym dzieciom!) na głaskanie psa wbrew jego woli, a także spotykanie naszego psa z obcymi psami, kiedy prezentuje on sygnały z dołu drabiny. Jeśli przegapimy tę mowę ciała, pies przestanie ją prezentować, przeskakując od razu do warczenia, szczekania, rzucania się na inne psy. Podobnie, jeśli będziemy karać niezadowoleniem warczenie, pies przestanie warczeć i przejdzie od razu do gryzienia. Natomiast jeśli będziemy chwalić te najbardziej subtelne sygnały i wzmacniać je naszą rezygnacją z kontaktu i odejściem, pies zacznie częściej prezentować zachowania oznaczone na zielono.

5. Agresja nie jest cechą charakteru psa

Ten punkt bardzo mocno łączy się z punktem poprzednim. Agresja to tylko sposób komunikacji, do którego jest zdolny każdy pies, nawet “najłagodniejszy” Golden Retriver z reklamy papieru toaletowego. Każdy pies ma swój limit, którego przekroczenie, między innymi poprzez ignorowanie sygnałów z drabiny agresji, może skutkować ugryzieniem. Co więcej, nawet ugryzienie, zwłaszcza takie bez przebicia skóry, jest sposobem komunikacji, uniknięcia konfliktu i rzadko prowadzi do poważnych obrażeń. Nie znaczy to oczywiście, że możemy do takich ugryzień dopuszczać! Jednak powinniśmy przestać stygmatyzować, które mają na koncie ugryzienia, ponieważ dla nich jest to naturalny, choć nieakceptowalny w ludzkim społeczeństwie sposób komunikacji. A do eskalacji psich zachowań agresywnych dopuszczamy i jesteśmy odpowiedzialni za nie tylko i wyłącznie my, ludzie. Doprowadzamy psy do ostateczności ignorując to, co do nas mówią, stawiając je w sytuacjach, które je przerastają, narażając na niechciane kontakty z obcymi ludźmi i psami. Następnie nasz pies, który ugryzł natychmiast dostaje łatkę agresywnego i jest przeznaczony do oddania do schroniska lub do eutanazji.

O ile zachowania agresywne nie są związane z chorobą, w większości przypadków są to zachowania wyuczone, które można zmienić za pomocą odpowiednich procedur zmiany zachowania. Nie możemy po prostu stwierdzić, że nasz pies JEST agresywny, bo taki jest i już. Pies, który reaguje agresją, codziennie żyje w bardzo dużym stresie i jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby to zmienić i zapewnić mu lepsze życie, najlepiej z pomocą dobrego trenera.

6. Psy na spacerach potrzebują węszenia i eksploracji otoczenia

Dla wielu opiekunów słowo spacer oznacza obrazek, w którym maszerują ze swoim pieskiem przy nodze prosto przed siebie. Z punktu widzenia psa jednak niekoniecznie jest to najbardziej korzystny rodzaj spaceru. Psy badają świat dookoła siebie głównie za pomocą swojego nosa. Dla nich (przynajmniej dla większości) na spacerze nie jest ważny sam ruch przed siebie czy odległość, którą przebędą, ale eksploracja i informacje, jakie mogą zebrać z otoczenia za pomocą nosa.

Tutaj znowu zderzamy się troszeczkę z mitem wywodzącym się z teorii dominacji i tradycyjnego szkolenia, w którym pies idzie “grzecznie” przy nodze i nie węszy na boki. Zupełnie nie rozumiem, czemu węszenie postrzegane jest jako nieposłuszeństwo. Skoro spacer ma być przede wszystkim dla psa, powinien skupiać się na zaspokajaniu jego naturalnych potrzeb. Warto spojrzeć na te badania, które wskazują, że węszenie wpływa na obniżenie tętna u psów, co może prowadzić do obniżenia stresu i napięcia. W badaniu jest to skorelowane również z długością smyczy – im ona dłuższa tym lepiej pozwala na swobodną eksplorację wraz z węszeniem. Pozwalanie swojemu psu węszyć na spacerze to żaden wstyd.

Ja na spacerach zawsze podążam za psem i daje się prowadzić w ramach oczywiście rozsądku i bezpieczeństwa. Bardzo polecam tą formę spacerów, w której to nasz pies decyduje, gdzie idziemy. Dzięki temu nie tylko wspieramy jego ciekawość, zachęcamy do swobodnej eksploracji, ale też minimalizujemy ryzyko wprowadzania go w stresujące sytuacje.

7. Psy potrzebują wzbogacenia środowiska przez różne zabawy i aktywności

O tym zagadnieniu rozpisałam się w moim tekście o naszych ulubionych zabawkach oraz o treningu i odsyłam tam wszystkich, którzy gotowi są poświęcić chwilę na dowiedzenie się czegoś więcej.

Decydując się na życie z psem jako zwierzęciem domowym, naszym obowiązkiem jest zapewnić mu możliwość spełnienia potrzeb takich jak gryzienie, węszenie, rozrywanie, poszukiwanie jedzenia. Z pomocą przychodzą nam interaktywne zabawki, także takie do samodzielnego wykonania, bezpieczne gryzaki z suszonego mięsa, a także aktywności takie jak nosework i tropienie użytkowe. Wzbogacenie środowiska, w którym żyje pies, to naprawdę nie jest luksus, tylko konieczność. Odpowiednie spełnianie psich potrzeb to dbałość o dobrostan naszego zwierzęcia.

Warto zainteresować się aktywnościami, o których wspomniałam, czyli noseworkiem (inaczej detekcją zapachów) i tropieniem. Myślę, że mogą one być naprawdę miłym zaskoczeniem dla wielu opiekunów – w końcu bazują na szkoleniu psów wykonującą tak spektakularną pracę, jak szukanie zaginionych osób czy nielegalnych substancji. Najlepiej zacząć od rozejrzenia się za takimi zajęciami w swojej okolicy. W kursach nosework można uczestniczyć też online, np. na Tromplo. Jeśli jesteście z Wrocławia, w pracy węchowej poprowadzi Was Black Nose Knows.

8. Używanie siły i przymusu wobec psa niszczy relację z opiekunem

Najbardziej wykwalifikowani trenerzy z całego świata są zgodni – teoria dominacji jest nienaukowa, Cesar Millan nie jest autorytetem w szkoleniu psów, a większość zachowań da się zmienić przez odpowiednie zarządzanie środowiskiem oraz, mówiąc potocznie, nagradzanie pożądanych zachowań.

Nie jest akceptowalne społecznie, ani nawet legalne, bicie i fizyczne znęcanie się nad innymi dorosłymi ludźmi. Nie rozumiem zatem, dlaczego wciąż jest przyzwolenie na przemoc w stosunku do dzieci i do zwierząt w imię wychowania i szkolenia, skoro nie uderzylibyśmy naszego partnera za to, że nie umył naczyń.

Krzyczenie na psa, szarpanie za smycz, wieszanie go na tej smyczy, dawanie mu klapsów i inne tego typu zachowania, niczego psa nie uczą. W większości przypadków pies nie ma pojęcia, dlaczego doświadcza dyskomfortu, a co najważniejsze nie wie, jakie zachowanie powinien prezentować w zamian, żeby tych korekt uniknąć.

Zachowując się w ten sposób, niszczymy naszą więź z psem, a ewentualne problemy możemy tylko pogłębić czy pogorszyć. Pies może zacząć nas unikać lub zacząć prezentować zachowania agresywne w stosunku do nas lub do innych osób. Możemy zahamować niepożądane zachowanie, a w jego miejsce dziesięć innych związanych z naszą przemocą wobec psa.

Programy i “metody” Cesara Millana są tak popularne tylko dlatego, że wyglądają na ekranie na szybkie i spektakularne. Nie biorą pod uwagę dobrostanu pokazywanych zwierząt i długotrwałych konsekwencji prezentowanych metod. Niedawno zostały przedstawione badania porównujące wpływ metod treningowych (bazujące na karach i przemocy vs. na nagrodach) na ogólny dobrostan zwierząt – do przeczytania tutaj.

9. Czasami nadchodzi taki moment, że powinniśmy rozpocząć pracę z DOBRYM trenerem

Bardzo rzadko, adoptując psa czy wychowując szczeniaka, wiemy od razu wszystko i radzimy sobie ze wszystkimi zachowaniami. Z braku podstawowej wiedzy często wynika nasza frustracja, a w konsekwencji nasza agresja do psa i chwytanie się metod, które zobaczymy w telewizji albo funkcjonują jako mądrości ludowe. Aby uniknąć takiej sytuacji, warto jak najwcześniej rozpocząć współpracę z dobrym szkoleniowcem.

Po co i kiedy pracować z trenerem?

Po pomoc do trenera warto zwrócić się tak naprawdę zawsze, jeśli sami jeszcze nie mamy wiedzy na temat współczesnego szkolenia. Rozpoczęcie życia z adoptowanym psem po przejściach, a także wychowanie szczeniaka i nauczenie go wszystkiego, czego będziemy od niego oczekiwać w późniejszym życiu, nie jest proste i wymaga od nas wiedzy. Warto zwrócić się także do trenera, jeśli mamy psa już jakiś czas i chcemy polepszyć jakość naszego wspólnego życia.

Jak wybrać dobrego trenera?

Sama na początku mojej pracy z psem przekonałam się, że wybór dobrego trenera nie jest taki prosty. W pierwszej kolejności trafiłam na człowieka, który polecił mi przewracać mojego psa na plecy. Druga trenerka, z którą się spotkałam, proponowała mi użycie obroży elektrycznej. Jeśli podczas konsultacji z trenerem cokolwiek Was zaniepokoi lub będzie przypominać opisane przeze mnie sytuacje – zerwijcie współpracę z tą osobą, ponieważ nie ma ona nic wspólnego z profesjonalizmem i współczesnym szkoleniem.

Czasem ciężko przed spotkaniem ocenić trenera wyłącznie po zawartości jego strony czy fanpage’a na Facebooku. Polecanie przez znajomych też może być mylące – czasami trenerzy nie używają niezgodnych z nauką czy brutalnych metod na każdym psie, w związku z czym Wasz znajomy może być całkiem zadowolony z osoby, która Waszemu psu może zrobić krzywdę. Kiedy szukacie trenera, zwróćcie uwagę na następujące rzeczy:

  • powinniście zobaczyć informację, że osoba pracuje tylko i wyłącznie z wykorzystaniem wzmocnienia pozytywnego;
  • większość osób, które są godne zaufania zaznacza, że w szkoleniu nie stosuje przemocy ani takich narzędzi jak kolczatki, dławiki, obroże elektryczne. Jeśli takiej informacji brakuje, warto o to dopytać przed spotkaniem;
  • mile widziana jest informacja o ukończonych szkoleniach i seminariach. Chociaż żadne ze zdobytych i pokazanych dyplomów nie gwarantują, że dana osoba na pewno jest profesjonalistą, widoczna chęć zdobywania wiedzy i rozwoju na pewno świadczy na plus. Zwróćcie uwagę m. in. na dyplomy ukończenia COAPE, szkoleń Psiej Wachty, seminariów z Alexą Caprą, Michele Minnuno, Mariną Garfangoli, szkoleń online na Tromplo. To nie są oczywiście wszystkie wartościowe źródła wiedzy, jednak najszybciej przychodzą mi do głowy.
  • czerwona lampka powinna Wam się zapalić, jeśli na stronie zobaczycie zdjęcia psów w kolczatkach, dławikach i obrożach elektrycznych,
  • jakiekolwiek przestarzałe wyrażenia, jak “bycie liderem i alfą dla swojego psa”, “tresura” (zamiast “trening” lub “szkolenie”), czy “dostosowanie metody do psa” (co jest jak najbardziej prawdą, jednak niektórzy rozumieją te słowa jako usprawiedliwienie przemocy) powinny Wam zasygnalizować, że to może nie być osoba godna zaufania. W razie jakichkolwiek wątpliwości, warto dopytać telefonicznie, co dana osoba ma na myśli.

Jeśli podczas konsultacji macie jakiekolwiek wątpliwości, że wybrana przez Was osoba nie pracuje etycznie, warto zawczasu przerwać spotkanie. Tutaj opisuję, jak powinna wyglądać konsultacja z dobrym trenerem. A tutaj możecie znaleźć krótką listę polecanych przeze mnie osób.

10. Dobór sprzętu spacerowego jest bardzo istotny dla dobrostanu psa

Dobór sprzętu spacerowego, czyli obroży/szelek i smyczy jest kluczowy dla komfortu opiekuna i psa podczas spaceru. Poniżej wyjaśniam, czemu najczęściej wybierane rozwiązania nie są koniecznie najlepsze dla psa i jak w takim razie najlepiej “ubierać” psa na spacer.

Wyrzuć kolczatkę do kosza

Zdaję sobie sprawę, że kolczatka jest nadal często polecana przez pracowników sklepów zoologicznych, weterynarzy czy nawet niektórych (słabych) trenerów jako narzędzie “zapobiegające” ciągnięciu na smyczy. Prawda jest taka, że wiele psów przekłada chęć eksploracji otoczenia czy ruchu naprzód nad ból wynikający z nacisku na szyję. Dostajemy więc psa, który w kolczatce nadal ciągnie i w dodatku spaceruje w ciągłym bólu spowodowanym kolcami.

Jednak wydaje mi się, że wiele obrazków pod tytułem “Owczarek w kolczatce” bierze się po prostu z jakiegoś przyzwyczajenia i braku wiedzy. Skoro psy w rodzinie od 20 lat noszą kolczatki, to kolejny pies również dostanie kolczatkę. Często nikt nie myśli wtedy o ciągnięciu na smyczy, czy bólu spowodowanym przez to narzędzie. Dla niektórych to po prostu synonim obroży. Zwłaszcza, że kolczatka często łączona jest ze smyczą automatyczną – wtedy nie ma raczej zapobiegać ciągnięciu, bo przecież na smyczy tego typu pies po prostu musi ciągnąć, a smycz jest zawsze napięta.

Pies spacerujący w kolczatce, pod wpływem bólu, może być podatny na bodźce, reagować agresywnie lub lękliwie, czuć ciągłe napięcie. Kolczatka może sprzyjać chorobom i urazom kręgów szyjnych i okolicznych narządów – tchawicy, tarczycy. Jeśli Wasz pies chodzi w kolczatce – pierwszy krokiem do jego lepszego dobrostanu będzie zmiana jej na zwykłą obrożę zapinaną na sprzączkę czy zatrzaskową klamrę, dopasowaną szerokością do wielkości psa. Nie polecam tutaj konkretnej firmy, a jedynie typ.

Zamień obrożę na wygodne szelki

Brak kolców na szyi na pewno wpłynie pozytywnie na psa, ale obroża zamiast kolczatki to dopiero pierwszy krok do polepszenia jego dobrostanu. Tak naprawdę wszystko, co pisałam o nacisku kolczatki na szyję, dotyczy także obroży, zwłaszcza w przypadku psów bardzo ciągnących lub wyprowadzanych na smyczy automatycznej. Dlatego jeśli tylko masz taką możliwość, zmień obrożę na szelki “typu guard” lub “o kroju Y” (np. takie lub inne, o takiej samej budowie). Takie szelki to najbezpieczniejszy sprzęt spacerowy, minimalizujący ryzyko urazów. Unikajmy natomiast szelek “norweskich” lub “step-in” (bardzo często spotykane w sklepach zoologicznych. Charakteryzują się one poprzecznym paskiem, który przechodzi przez ramiona psa, blokując ich ruch.

Wybierz dłuższą smycz

Wracając do punktu o węszeniu i eksploracji otoczenia – są to naturalne psie potrzeby, których pies nie jest w stanie zaspokoić na metrowej smyczy. Chęć do węszenia u psa zwiększy smycz co najmniej dwumetrowa (można ją przecież w razie potrzeby skrócić i zwinąć w ręku). Niektórzy na spacer wybierają smycze nawet trzy- czy pięcio- metrowe, które dają psu naprawdę wiele swobody w zaspokajaniu potrzeb i w komunikacji z innymi psami. Jeśli chodzi o smycze o takich długościach, dobrze sprawdzają się takie przepinane, których długość można wyregulować lub dłuższe linki wykonane ze specyficznego niebrudzącego się tworzywa. Pamiętajcie, żeby długiej linki nigdy nie przypinać do obroży!

Zrezygnuj ze smyczy automatycznej

Smycz automatyczna (tzw. flexi) wybierana jest przez właścicieli ze względu na wygodę użytkowania. Właściciel nie musi zwracać uwagi na długość takiej smyczy, ma tylko magiczny guziczek, który nagle blokuje mechanizm. Minusów takiej smyczy jest kilka:

  • przypięta do obroży czy kolczatki powoduje bardzo duży stały nacisk na szyję psa (zwłaszcza przy malutkich psach, u których tak często jest używana),
  • nagłe jej zablokowanie jest dla psa (zwłaszcza rozpędzonego) jak bardzo mocne szarpnięcie, które może powodować urazy,
  • ciągłe napięcie na smyczy może prowokować do ataku przy psich powitaniach,
  • bardzo łatwo może się zaplątać podczas interakcji z innym psem,
  • mechanizm jest głośny, zwłaszcza jeśli go upuścimy i nasz pies zacznie uciekać – bardziej wrażliwe psy mogą się przestraszyć,
  • linka w takiej smyczy jest zazwyczaj bardzo delikatna i łatwo można ją zerwać, mechanizm również może zawieźć,
  • nie mamy możliwości szybkiej reakcji w kryzysowej sytuacji – na przykład w odpowiedzi na agresywną reakcję ze strony naszego psa lub innego psa, który do nas podbiegł – nie możemy łatwo skrócić smyczy i zasłonić naszego psa ciałem. Jeśli odruchowo spróbujemy chwycić linkę ręką możemy sobie zrobić krzywdę.

Myślę, że wygoda płynąca z samoczynnie rozwijającej się smyczy nie przewyższa ryzyka płynącego z jej wymienionych wyżej wad. Warto zmienić flexi na smycze, jakie wymieniłam w poprzednim punkcie.


Mam ogromną nadzieję, że ten tekst pomoże wielu właścicielom w świadomej opiece nad psem. Bardzo się napracowałam przy jego tworzeniu, choć zdaję sobie sprawę, że tego najwyższego poziomu świadomej opieki nad naszymi zwierzętami nie da się zamknąć w dziesięciu podpunktach. Jeśli czytacie ten tekst, mimo że dla Was wiedza w nim zawarta jest oczywista, poślijcie go dalej w świat – na Facebooku, do znajomych czy rodziny lub innych osób mających nieco przestarzałe spojrzenie na relacje ludzi z psami. Pomóżmy im stać się bardziej świadomymi współczesnych metod szkoleniowych i badań nad psio-ludzką relacją!

Powiązane wpisy
0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Antonia Kwiatkowska
Antonia Kwiatkowska
5 miesięcy temu

Właśnie – flexi . Piorun nie raz wybuchł dopiero po usłyszeniu legendarnego “kkkrrrrrkkk”. Trzeba też wspomnieć ,że w temacie agresjii u psów , wciąż nie jest ona rozumiana jako komunikacja (oczywiście nie oznacza to ,że ,gdy nasz pies zaczyna ją przejawiać to mamy nic nie robić – często prowokuje ją sytuacja niekomfortowa , lub wręcz bolesna dla psa co powinno być dla nas dobrym i wyraźnym sygnałem o stanie psiego komforu). Wracając do flexi – niestety to narzędzie uniemożliwia prawidłową komunikację z psem , moja Frida nigdy nie miała flexi mimo ,że “jest mała i słaba” (niestety tak nie jest… Czytaj więcej »

Kasia
Kasia
18 dni temu

Mam psa ze schroniska, ma okolo 3 lata. Od początku pracujemy z behawiorystą bo nie chciałam niczego popsuć. Mija 8 miesięcy i jest lepiej. Początki były bardzo trudne – totalnie reaktywny pies (dopiero ostatnio udało mi się to nazwać) reagujący wybuchem emocji przy spotkaniu ze wszystkim co się rusza. Na ten moment do przepracowania zostały nam jeszcze inne psy. Mój podbiega do nich na pełnej prędkości a różnie i inni właściciele i inne psy reagują. Teraz trafiłam na Twoją stronę i są tu bardzo pomocne materiały. Dziękuję 🙂

3
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
Share via
Copy link
Powered by Social Snap